Inteligentne okulary coraz bardziej zakazane. Czyżby powtórka z Google Glass?

Inteligentne okulary po kilku miesiącach świetnie zapowiadającej się kariery zaczynają napotykać opory, bariery i budzić kontrowersje. To jednak nic nowego. Reakcja jest uderzająco podobna do tej sprzed ponad dziesięciu lat, gdy rynek miały podbić Google Glass. Wniosek ten sam co wtedy: ludzie po prostu nie chcą podglądactwa.

W 2025 roku Meta sprzedała siedem milionów par okularów Ray-Ban – trzy razy więcej niż w latach 2023 i 2024 razem wziętych. Sukces niewątpliwy. Równolegle narasta jednak fala sprzeciwu: dochodzenia policyjne w Szkocji i Niemczech, zakazy w brytyjskich kinach i pubach, śledztwo australijskiego rządu, zawiadomienia karne. W mediach społecznościowych przylgnęła do urządzenia nazwa, która mówi wszystko: „okulary zboczeńców” (ang. pervert glasses).

Sprawy, o których robi się coraz głośniej

O podobnych przypadkach można poczytać coraz częściej. Szkocka policja prowadzi dochodzenie w sprawie tiktokera Scotta Margerisona, który okularami Meta potajemnie nagrał setki filmów podczas podróży po Szkocji – z seksualizującymi komentarzami o nastoletnich dziewczętach i rasistowską tyradą wobec sikhijskiego sklepikarza na wyspie Skye. Po ujawnieniu, że nagrywał też załogę promu mimo poinformowania go o zakazie filmowania, operator CalMac zawiesił popularne wycieczki po mostku kapitańskim. W Poczdamie policja przyjęła za to skargi młodych kobiet nagrywanych przez nieznajomych mężczyzn na publicznym basenie.

Niemiecka organizacja HateAid ujęła to zwięźle: „Technologia ta napędza przemoc cyfrową, bo sprawcy nie potrzebują już żadnej wiedzy technicznej.” W Londynie aktywiści oklejili przystanki przy biurach Meta plakatami z podobizną Jeffreya Epsteina w inteligentnych okularach i hasłem „Okulary dla ludzi, którym zgoda jest obca”.

Zabezpieczenie, które kosztuje 2 dolary

Meta broni się, wskazując na diodę LED sygnalizującą nagrywanie – zapewnia, że jej zasłonięcie automatycznie dezaktywuje kamerę. Engadget wykazał jednak, że naklejki dostępne od 2 dolarów oszukują ten system bez żadnego ostrzeżenia. Wykorzystują wycięcie przepuszczające dokładnie tyle światła, ile potrzebuje wewnętrzny czujnik, blokując jednocześnie sygnał widoczny na zewnątrz. Filmy na YouTube pokazują też użytkowników, którzy po prostu wywiercili otwór i usunęli diodę.
Komisarz ds. ochrony danych w Hamburgu Thomas Fuchs po przetestowaniu urządzenia stwierdził z kolei coś jeszcze prostszego: kontrolka jest „zbyt słaba, by być widoczną w normalnym świetle dziennym”.

Wszystkie te kontrowersje pociągają za sobą coraz większą listę zakazów smart glass, obejmującą m.in.:

  • Wielka Brytania: puby Wetherspoons, kluby Soho House, teatry ATG, ponad 90% operatorów kinowych (tu doszła obawa o piractwo) oraz sądy w Anglii i Walii
  • USA: ICE zakazał okularów wszystkim pracownikom po tym, jak agenci nosili je podczas operacji imigracyjnych w co najmniej sześciu stanach; szkoły na Florydzie zakazały ich uczniom
  • Australia: ograniczenia na 21 pływalniach w Brisbane, rządowe dochodzenie Komisarza ds. Prywatności
  • Norwegia: zapowiedź krajowych regulacji, w tym możliwego zakazu rozpoznawania twarzy w przestrzeni publicznej
  • Niemcy: zawiadomienie karne HateAid przeciwko Meta i EssilorLuxottica, rozmowy o polityce ogólnounijnej

Zakaz wprowadziła nawet konferencja hakerska DEF CON 2026, zaznaczając, że „nie ma wyjątków dla okularów nagrywających z korekcją wzroku”.

Dlaczego to nie to samo, co smartfon

Najczęstszy argument obrońców technologii brzmi: przecież każdy nosi w kieszeni aparat. Thorin Klosowski z Electronic Frontier Foundation wskazuje różnicę: „Jeśli nie stoisz dosłownie naprzeciwko kogoś, kto je nosi, nie wiesz, czy nagrywa.”
Fareed Kaviani z Uniwersytetu Monash dodaje wymiar społeczny: okulary czynią nagrywanie „szybszym, bardziej ciągłym i mniej widocznym”, przez co normy dotyczące pytania o zgodę stają się nie do utrzymania. Mark McGill z Uniwersytetu w Glasgow wskazuje z kolei lukę prawną – przepisy o nagrywaniu w przestrzeni publicznej „powstały w okresie poprzedzającym noszenie tego rodzaju kamer”.

Presja społeczna zaczęła kształtować sam produkt. Co najmniej pięciu producentów – Even Realities, Captify, Xgimi, RayNeo i Halliday – wprowadza modele całkowicie pozbawione kamer. Even Realities przyznało wprost, że zrezygnowało z kamery ze względu na obawy na rynkach takich jak Japonia.
Z kolei Apple opóźnia premierę własnych okularów do 2027 roku, stawiając na przetwarzanie danych lokalnie na urządzeniu i rezygnując z rozpoznawania twarzy oraz ciągłego nagrywania. W tle wisi zresztą znacznie poważniejsza perspektywa: ujawniony patent Meta opisuje system kamer automatycznie identyfikujący osoby w kadrze – co zdaniem ekspertów mogłoby „całkowicie położyć kres anonimowości w przestrzeni publicznej”.

To wszystko bulwersuje, ale brzmi znajomo. Ponad dekadę temu dokładnie ten sam odruch pogrzebał Google Glass – okulary, które miały być przyszłością komputerów osobistych, a skończyły jako powód do wypraszania klientów z barów i źródło slangowego określenia „glassholes”. Zmieniła się skala i technologia, ale nie odpowiedź na pytanie, czy ludzie zgodzą się siedzieć naprzeciwko kogoś, kto może ich nagrywać bez ich wiedzy.