Kryzys paliwowy napędza kolejny boom na biopaliwa, który może przynieść kolejny kryzys żywnościowy. A skutki poprzedniego były rewolucyjne (analiza M2077)

Świat po raz drugi w ciągu dwóch dekad sięga po to samo rozwiązanie: uciec od drogiej ropy, zamieniając żywność w paliwo. Poprzednim razem skończyło się to wzrostem cen jedzenia, zamieszkami w kilkudziesięciu krajach i falą przewrotów, której najtragiczniejszym skutkiem stała się wojna w Syrii.


36 milionów hektarów. Powierzchnia Niemiec

Na ryzyko nowego kryzysu żywnościowego wskazuje nowy raport Chatham House i Forest Stewardship Council. Według jego autorów w miarę jak kolejne kraje próbują uniezależnić się od paliw kopalnych po wstrząsie wywołanym wojną z Iranem globalna produkcja biopaliw ma wzrosnąć o prawie 70% do 2030 roku w porównaniu z poziomem z 2025 roku.

Napęd tego wzrostu jest polityczny. Brazylia, Chiny, Indie, Indonezja, Stany Zjednoczone i Unia Europejska przyjęły lub zaproponowały wyższe wymogi dotyczące domieszek biopaliw już po wybuchu konfliktu pod koniec lutego. Od tego czasu ceny ropy wzrosły o niemal 40%, a ceny cukru i kukurydzy – o około 20%. Jeśli wszystkie proponowane zobowiązania zostaną w pełni wdrożone, areał potrzebny do produkcji surowców na biopaliwa może się ponad podwoić do 2030 roku wobec poziomu z 2023 – wymagając dodatkowych 36 milionów hektarów. To przestrzeń mniej więcej równa powierzchni Niemiec.

Autorzy raportu formułują ostrzeżenie wprost: „Stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo energetyczne w krótkim terminie, niektóre działania polityczne mogą prowadzić do pogłębienia problemu bezpieczeństwa żywnościowego w perspektywie średnioterminowej”. I dodają ostrzeżenie, które w świetle historii brzmi szczególnie niepokojąco: „każdy dodatkowy wstrząs, taki jak ekstremalne warunki pogodowe, mógłby poważnie wpłynąć na ceny żywności”.

Problemem jest przede wszystkim rodzaj wykorzystywanych paliw. Biopaliwa pierwszej generacji – produkowane z upraw spożywczych, takich jak kukurydza i trzcina cukrowa – mają według raportu „netto negatywne skutki dla degradacji gleby, bezpieczeństwa żywnościowego i zużycia wody”. Paliwa drugiej generacji, wytwarzane z odpadów, niosą mniejsze ryzyko, ale to wciąż konwencjonalne uprawy dominują w globalnej produkcji.

Presja jest realna i natychmiastowa. Tajski rząd zatwierdził już strategiczny plan reagowania na kryzys paliwowy na lata 2026–29, zakładający szersze wykorzystanie krajowych biopaliw oraz działania stabilizujące ceny. Skala problemu finansowego jest tam dramatyczna: krajowy Fundusz Paliw Naftowych notuje deficyt 92 miliardów bahtów, rosnący o około 700 milionów bahtów dziennie. Władze rozważają nowe pożyczki na kwotę do 100 miliardów bahtów.

To dokładnie mechanizm, który dwie dekady temu uruchomił poprzedni boom: gdy paliwo drożeje, rolnictwo staje się źródłem energii. Konsekwencje tamtej decyzji warto sobie przypomnieć.

2007–2008: gdy pola zaczęły produkować paliwo

Poprzedni boom na biopaliwa zbiegł się z jednym z najpoważniejszych kryzysów żywnościowych ostatnich dekad. Skalę zjawiska opisał w lipcu 2008 roku ekonomista Banku Światowego Donald Mitchell. Jego ustalenia były jednoznaczne co do mechanizmu. Wzrost zużycia kukurydzy na etanol w latach 2004–2007 pochłonął równowartość 70% przyrostu światowej produkcji tego zboża. W samych Stanach Zjednoczonych areał kukurydzy wzrósł w 2007 roku o 23%, podczas gdy areał soi spadł o 16%. Ekspansja upraw roślin oleistych na potrzeby biodiesla ograniczała z kolei potencjał produkcji pszenicy.

Skutek był przewidywalny: kurczące się zapasy zbóż sprawiły, że rynek stał się znacznie wrażliwszy na każdy kolejny szok – nieurodzaj, wzrost kosztów energii czy wprowadzenie zakazu eksportu przez któryś z krajów producenckich. Mitchell oszacował, że biopaliwa wraz z przypisywanymi im skutkami pośrednimi odpowiadały za 70–75% wzrostu światowego indeksu cen surowców żywnościowych, który między styczniem 2002 a czerwcem 2008 roku poszedł w górę o około 130%.

Po dwóch latach liczba ta została częściowo zrewidowana. W 2010 roku John Baffes i Tassos Haniotis opublikowali w tej samej serii Banku Światowego analizę, która oceniła wpływ biopaliw jako mniejszy, silniej akcentując rolę cen energii, warunków makroekonomicznych i możliwego napływu kapitału finansowego na rynki surowcowe. Inne szacunki z tamtego okresu mieściły się gdzieś pośrodku – symulacja IFPRI przypisywała biopaliwom około 30% wzrostu cen żywności w latach 2000–2007.

Kluczowe jest jednak to, czego żadna z tych rewizji nie podważyła. Nikt nie zakwestionował samego mechanizmu: ekspansja biopaliw zwiększała konkurencję o ziarno i grunty, obniżała zapasy i windowała ceny. Spór dotyczył wyłącznie tego, jak dużą część wzrostu należy jej przypisać – nie tego, czy wpływ w ogóle istniał.

Od cen chleba do Arabskiej Wiosny

Drugie ogniwo tego łańcucha – związek cen żywności z protestami – również doczekało się analiz ilościowych. Ich wniosek jest ostrożny ale spójny: wzrost cen zwiększał ryzyko niepokojów społecznych, chociaż nie da się precyzyjnie określić z jaką mocą przyczynił się do Arabskiej Wiosny.

  • Analiza Lagiego, Bertranda i Bar-Yama z 2011 roku wskazała zbieżność gwałtownych niepokojów z wysokim indeksem cen żywności FAO i zaproponowała próg, powyżej którego protesty stają się bardziej prawdopodobne. Autorzy podkreślali jednak, że jest to zależność czasowa, nie dowód bezpośredniego wywołania.
  • Z kolei badanie Hendrixa i Haggarda protestów w 55 miastach Azji i Afryki w latach 1961–2010 potwierdziło związek, zastrzegając, że jego siła zależała od ustroju politycznego.
  • Kolejna była analiza MFW obejmująca 101 krajów o niskich i średnich dochodach w latach 1980–2012 wykazała, że szoki cen importowanej żywności zwiększały prawdopodobieństwo niestabilności – szczególnie w państwach biedniejszych.
  • Najbardziej szczegółowe dane dotyczą Egiptu. Badanie Abu Hataba i Hessa, oparte na miesięcznych cenach i doniesieniach o protestach w regionach kraju w latach 1998–2013, wykazało istotny statystycznie związek między lokalnym indeksem cen żywności a prawdopodobieństwem protestu. Autorzy stwierdzili jednak, że niezadowolenie z jakości instytucji miało w ich modelu silniejszy efekt.

Czego uczy historia

Dalszy ciąg tej historii jest znany. Upadły reżimy w Egipcie, Tunezji, a najbardziej tragiczne i dalekosiężne w skutkach były rebelie które wybuchły w Libii oraz Syrii. Dla Europejczyków szczególnie odczuwalne okazały się protesty przeciw rządom Baszara al-Asada z 2011 roku, które przerodziły się w wielostronną wojnę, kosztującą życie co najmniej 580 tysięcy osób. Stary kontynent odczuł to dwoma kanałami. W 2015 roku w państwach UE złożono około 1,26 mln pierwszych wniosków o azyl – ponad dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Syryjczycy stanowili największą pojedynczą grupę: około 363 tysięcy, czyli 29%. Równolegle ISIS przeniosło część działań do Europy: w zamachach w Paryżu 13 listopada 2015 roku zginęło 130 osób, w marcu 2016 doszło do ataków w Brukseli.

Rzecz jasna twierdzenie, że „biopaliwa doprowadziły do wojny w Syrii”, byłoby daleko idącym uproszczeniem. To raczej wskazanie jak nieobliczalny w skutkach może być kryzys żywnościowy. Jest jak dżin wypuszczony z butelki, a związek między cenami żywności i niestabilnością polityczną jest jednym z lepiej udokumentowanych wzorców w historii. Rewolucja Francuska wybuchła po katastrofalnych zbiorach 1788 roku, w kraju, gdzie chleb pochłaniał większość dochodu robotnika, a Wiosna Ludów 1848 roku przetoczyła się przez Europę tuż po latach nieurodzaju i głodu. W obu przypadkach ceny żywności nie były jedyną przyczyną – działały raczej jako czynnik uruchamiający nagromadzone wcześniej napięcia.

Podobną lekcję przeszły zresztą także Chiny gdy anomalie klimatyczne (Mała Epoka Lodowa), susze i plagi szarańczy w pierwszej połowie XVII wieku doprowadziły do gigantycznego głodu. Ten z kolei doprowadził do masowych rebelii chłopskich pod wodzą Li Zichenga (w latach 1628–1644), których punkt kulminacyjny nastąpił w kwietniu 1644 roku, kiedy to wojska powstańcze zdobyły Pekin. Był to kres dynastii Ming, który utorował drogę do Zakazanego Miasta ostatniej już, nacierającej z Mandżurii dynastii Qing.

Ten sam mechanizm widać w badaniach współczesnych: wzrost cen rzadko bywa samodzielną przyczyną, ale konsekwentnie podnosi prawdopodobieństwo, że istniejące konflikty przejdą w fazę otwartą. I to właśnie czyni ostrzeżenie Chatham House istotnym poza debatą energetyczną. Decyzja o przeznaczeniu dodatkowych 36 milionów hektarów pod uprawy paliwowe jest decyzją energetyczną tylko formalnie. W praktyce zmienia bilans żywnościowy świata w momencie, gdy – jak zaznaczają autorzy raportu – każdy dodatkowy szok pogodowy może przełożyć się na gwałtowny wzrost cen.

/Fot: Ark. Agricultural Experiment Station//