Fenomenalna kariera dronów wyciągnęła z lamusa broń, która wciąż najmocniej działa na wyobraźnię: laser

Broń laserowa od dekad była synonimem obietnicy bez pokrycia. Kolejne programy kończyły się w tym samym miejscu – w „dolinie śmierci” między działem badawczo-rozwojowym a zamówieniami. Aż pojawił się przeciwnik, przeciwko któremu laser ma przewagę nie do podważenia: tani, masowo produkowany dron.

I w tej sytuacji armia USA przyznała firmie AV kontrakt o wartości 464,8 miliona dolarów w ramach programu Enduring High Energy Laser (E-HEL). To pierwszy formalny program broni tzw. skierowanej energii w historii amerykańskiego wojska, który przeszedł do fazy produkcyjnej. W ciągu pięciu lat armia otrzyma 26 systemów LOCUST X3 o mocy 30 kilowatów, przeznaczonych do zwalczania uzbrojonych dronów. To najnowsza wersja sprawdzonej platformy LOCUST, którą amerykańscy żołnierze wykorzystywali już od Bliskiego Wschodu po południową granicę z Meksykiem.
„To przełomowy moment nie tylko dla AV, ale dla przyszłości nowoczesnej obrony” – powiedział Wahid Nawabi, prezes firmy. „Przejście broni operującej energią kierowaną od eksperymentu do potwierdzonego działania na polu walki odzwierciedla lata współpracy, innowacji i sukcesu operacyjnego wypracowanego wspólnie z armią USA.”

Dlaczego akurat teraz

Nagły renesans laseru ma wymiar ekonomiczna. Dron kosztuje kilkaset lub kilka tysięcy dolarów. Rakieta przeciwlotnicza – setki tysięcy. Strzał z lasera to koszt energii elektrycznej. Przy przeciwniku, który atakuje rojami tanich maszyn, klasyczna obrona przeciwlotnicza po prostu się nie opłaca. Wymagania armii wobec E-HEL pokazują, jak konkretnie ma to działać. System musi zapewnić trzy profile ognia: 30 strzałów sekundowych na minutę przy dużym zagęszczeniu celów, sześć strzałów dziewięciosekundowych przy mniejszym oraz trzy strzały 17-sekundowe przeciw celom twardym.

Znamienne jest jednak co innego. Mimo powtarzanych przez lata zapewnień o „nieskończonym magazynku”, system musi wytrzymać pełną moc przez minutę, a potem potrzebuje do czterech minut na regenerację. To wymuszone przeładowanie – laser nie jest bronią bez ograniczeń.

Długa lista porażek

Droga do tego kontraktu była usłana nieudanymi programami. Mobile Test Unit – pierwsza broń laserowa montowana na pojeździe – został uznany przez wojsko za „nie skalowalny i nie wystarczająco odporny na standardy armii”. System DE M-SHORAD montowany na Strykerach amerykańska izba kontroli GAO oceniła jako „niewystarczająco dojrzały” do pełnej produkcji; program ostatecznie przerwano.

Przełomem okazał się LOCUST sprawdzony zarówno za granicą, jak i w kraju – w tym podczas testów ogniowych z pokładu lotniskowca USS George H.W. Bush w październiku 2025 roku. W czerwcu sekretarz obrony Pete Hegseth osobiście obserwował, jak LOCUST zestrzeliwuje drony na poligonie White Sands.

To nie koniec zakupów

Program E-HEL nie jest jedynym zwiastunem zmian. Kilka tygodni po pokazie na White Sands Pentagon przyznał firmom nLight i Lockheed Martin kontrakty na Joint Laser Weapons System – lasery o mocy 300–500 kW przeznaczone do niszczenia pocisków manewrujących, w ramach programu obrony przeciwrakietowej „Golden Dome for America”.
Z kolei amerykańskie siły powietrzne ujawniły rozmieszczenie systemów Boeing CLaWS w kilku miejscach w Europie jako element obrony warstwowej.

Największe znaczenie tego kontraktu może być jednak nie militarne, lecz rynkowe. Pentagon wysłał jasny komunikat, że zamierza kupować i wdrażać lasery. AV już wcześniej za 30 milionów dolarów zakład rozbudowała produkcyjny w Nowym Meksyku – bo jednym z wymagań przetargu była gotowa zdolność wytwórcza.