Europa w ogniu. Liczba pożarów będzie tylko rosła

Lato 2026 roku zapisze się w europejskiej historii jako jedno z najbardziej dramatycznych. Do połowy sierpnia w krajach UE spłonęło ponad 550 000 hektarów – około dwa i pół raza więcej niż średnia z ostatnich 20 lat. Ponad 20 osób zginęło, ponad 300 000 zostało ewakuowanych. A najnowsze badania naukowe przynoszą wiadomość jeszcze gorszą: to dopiero początek.

Prawie trzykrotny wzrost do końca stulecia

Badanie opublikowane w piśmie „Global Change Biology”, prowadzone przez Poczdamski Instytut Badań nad Skutkami Zmian Klimatu (PIK) przy udziale Towarzystwa Senckenberga, przynosi alarmujące prognozy. W scenariuszu wysokiej emisji, przy globalnym ociepleniu o około 3,6°C, w latach 2070–2100 będzie płonąć rocznie około 192% więcej powierzchni niż obecnie.

Nawet ograniczenie ocieplenia do 1,8°C nie zatrzyma tego trendu – naukowcy prognozują wówczas 39% więcej spalonych obszarów rocznie.

„Zmiany klimatu napędzają wzrost aktywności pożarów w Europie, ponieważ gorące, suche i wietrzne warunki stają się coraz bardziej intensywne” – wyjaśnia Maik Billing z PIK, główny autor badania. Kluczowe jest jednak to, gdzie pożary się rozprzestrzenią: „szczególnie w rejonie Morza Śródziemnego oraz na znacznej części Europy Zachodniej i Środkowej, w tym na obszarach, które do tej pory nie doświadczały wielu pożarów.”

Kontynent, który już płonie

Prognozy naukowców czyta się dziś w cieniu realnych pożarów. Następujące po sobie fale upałów – piąta w tym roku – i wczesna susza stworzyły od lipca warunki jak w stogu siana. Poważne pożary dotknęły Francję, Grecję, Hiszpanię, Włochy i Belgię. Na Wyżynie Fagnes, transgranicznym obszarze podmokłym między Niemcami a Belgią, spłonęło około 3 000 hektarów – to największy pożar w Belgii od dziesięcioleci.

Liczby z całej Unii są bezlitosne. Od początku roku odnotowano 1254 pożary lasów – ponad dwukrotnie więcej niż historyczna średnia wynosząca 569. Ponad 25 000 osób zmarło w Europie w tym roku z przyczyn związanych z upałami.

Powód jest strukturalny: temperatury w Europie rosną niemal dwukrotnie szybciej niż średnia globalna. Kontynent notuje dziś o 64% więcej dni upalnych – z temperaturą co najmniej 30°C – niż w latach 50. XX wieku.

Ubezpieczyciele biją na alarm

Swiss Re Institute ostrzega przed „chronicznymi” i potencjalnie niedocenianymi skutkami rosnących temperatur. Tegoroczne pożary spowodowały łączne szkody i straty gospodarcze wstępnie szacowane przez AccuWeather na 19,1 miliarda euro.

Trend jest długoterminowy i wyjątkowo stromy. Ubezpieczone straty spowodowane pożarami rosną globalnie w ujęciu realnym o około 12% rocznie od 1970 roku – szybciej niż w przypadku jakiegokolwiek innego zagrożenia pogodowego.

„Niedawne pożary pokazują, jak gorętsze i suchsze warunki zwiększają prawdopodobieństwo dużych pożarów, które – w obliczu coraz większej liczby domów, firm i obiektów infrastruktury budowanych na terenach ryzyka – są też coraz bardziej kosztowne” – powiedział Balz Grollimund ze Swiss Re. To właśnie rozległe strefy styku lasów z zabudową czynią europejskie pożary tak dotkliwymi ekonomicznie.

Prewencja działa – ale ma granice

Jest też dobra wiadomość. Badanie PIK modelowało skutki lepszej prewencji, wczesnego wykrywania i skuteczniejszego gaszenia. Wyniki są obiecujące: inwestycje w zarządzanie pożarami mogłyby ograniczyć spaloną powierzchnię o 92% przy ociepleniu o 1,8°C i o 72% przy 3,6°C. Bank Światowy szacuje, że każde euro wydane na prewencję pozwala zaoszczędzić do siedmiu euro na gaszeniu i odbudowie. Łączny wkład UE w programy zarządzania lasami na lata 2021–2027 wynosi około 2,1 mld euro.

Autorzy badania zastrzegają jednak, że te prognozy mogą być zbyt optymistyczne. „Jeśli pożary staną się naprawdę ekstremalne, nasza zdolność do ich opanowania może zawieść – i nie wiemy jeszcze, w którym momencie to nastąpi” – ostrzega współautor Thomas Hickler. „Niedawne rekordowe pożary we Francji wyraźnie pokazują, że nie możemy po prostu ekstrapolować na podstawie doświadczeń z przeszłości.”

Wniosek jest jednoznaczny. Jak podsumowuje Kirsten Thonicke z PIK: „Warunki mogą stać się tak ekstremalne, że naprawdę osiągniemy granicę tego, co jesteśmy w stanie zrobić. Dlatego ograniczanie emisji jest absolutnie niezbędne” – a razem z nim wzmacnianie lokalnych systemów ochrony przeciwpożarowej.

/Fot: National Interagency Fire Center//